Condanani

Rasa

Ork

Płeć

Mężczyzna

Wiek

58 lat

Status

Martwy

Przynależność

Szczep Ye'Aathda

Stanowisko

Niewolnik

   Stary i silny łowca z plemienia Ye’Aathda. Condanani był bardzo poważany w swojej wiosce. Chętnie służył radą i szkolił przyszłych łowców. Ostatnie lata swojego życia spędził wraz z córką na niewolniczej pracy w kopalni Słonecznego Imperium w świecie elfów, gdzie jego podopieczna zmarła co doprowadziło Condanani’ego do stanu bardzo głębokiej apatii. Pod koniec żywota jednak, pod wpływem młodej orczej dziewczynki udało mu się zorganizować ucieczkę dla współplemieńców. Sam niestety nie zdołał zbiec.

Spis treści

Biografia

DZIECIŃSTWO
   Najmłodsze lata Condanani spędził na Wyjących Równinach w otoczeniu swoich ziomków. Odznaczał się sporymi rozmiarami i tężyzną fizyczną co szybko uczyniło go jednym z najlepszych łowców w osadzie. Jego rodzina była szanowana, a matka była jedną ze starszych szamanek, które w społeczeństwie szczepu Ye’Aathda przewodziły całej wiosce. Ojciec z kolei uczył młodego orka jak się poluje i skóruje, jednocześnie zaszczepiając mu szacunek do darów matki ziemi. Gdy przyszedł czas na wejście w dorosłe życie Condanani i grupa pozostałych młodzieniaszków udała się na równiny by przeżyć w dziczy. Szybko objął przywództwo i dzięki niemu wszystkim udało się wrócić do wioski. Dzięki temu zaskarbił sobie zaufanie pozostałych mieszkańców, zarówno młodych jak i starszych. Kilkanaście lat później założył własną rodzinę i doczekał się pięknej córeczki oraz objął miejsce wodza wioski.

PODRÓŻ DO INNEGO ŚWIATA
   Po wielu latach i otwarciu portali wyruszył wraz z córką na wyprawę do drzewa świata. Po drodze spotykali wiele karawan, które szły w tym samym celu. Zbadać nowy świat i wzbogacić Jałowe Ziemie. Wśród podróżnych spotkał wielu orków ze szczepów Neltaca, Zotic, Tana’Vohk i Achtauthli oraz nielicznych z pozostałych klanów. Zaprzyjaźnił się tam z niewiele młodszym od siebie orkiem imieniem Wahbu, który opowiadał o pracy w kopalniach i przy piecach w Żelaznej Przełęczy. Jego córka również polubiła nowego kompana. Wahbu był bardzo zręczny więc rozbawiał dziewczynkę różnymi sztuczkami i zmyślnymi zabawkami czym zaskarbił sobie uznanie jej ojca. 
   Po dotarciu na miejsce o zmierzchu zrobili krótki postój. Nazajutrz wszyscy przeszli na drugą stronę. Obudzili się pod drzewem podobnym do swojego jednak w zupełnie innej scenerii. Roślinność była bujna, ziemia urodzajna, a powietrze duszne i wilgotne. Wokół zobaczył elfy, które zajmowały się swoimi sprawami, głównie handlem i rozmowami. Tubylcy od razu podarowali orkom napoje, które tymczasowo pomagały w oddychaniu. Nowy świat przypadł Condananiemu i jego córce do gustu. Zabrali więc swoje toboły i ruszyli na zwiedzanie.

NIEWOLA
   Po kilku dniach spędzonych na Wyspach Środka Condanani zauważył, że społeczeństwo elfów zrobiło się bardzo niespokojne. Zaczął odróżniać już twarze i wiedział jak rozróżnić mieszkańców wysp od elfów z innych krain, a cykliczne zażywanie syropu na oddychanie zaczęło mu doskwierać. Uznał, że nie ma co dłużej zwlekać w takiej sytuacji i najwyższy czas wracać do domu. Gdy wraz z córką pakowali zapasy na powrót usłyszał poruszenie z zewnątrz namiotu. Wyjrzał by się zorientować co się dzieje. W tym samym momencie do obozu wbiegli elfi żołnierze odziani w czerń i złoto. Spętali wielu z jego gatunku, w tym jego samego, części nie udało się przeżyć.
   Spętani i ustawieni w szeregi więźniowie pod czujnymi spojrzeniami strażników udali się do kopalni. Po wejściu w ciemności jaskiń Condanani słyszał z oddali metaliczne bicie w skałę oraz liczne krzyki bólu. Gdy oczy przyzwyczaiły się do mroku, a nikłe światło pochodni nieco rozjaśniło okolicę spostrzegł jak wiele elfów, orków i velirów kuło skały kilofami. Droga była nierówna, a fakt, że był związany i przykuty do innych pojmanych sprawiał, że szło się niełatwo. Przez całą drogę nie widział córki i miał nadzieję, że nie dała się złapać. Wrzucony do celi ujrzał jednak swoją dziewczynkę. Oddzielała ich niestety krata więc wszelkie próby przytulenia jej spełzły na niczym.
   Zanim Condanani oswoił się z nowym życiem minęło kilka miesięcy. W tym czasie więźniowie dostawali do jedzenia ohydną szarą breję ze specjalnymi ziołami ułatwiającymi oddychanie. Condanani zdążył poznać paru innych więźniów, w tym Noriani – impulsywną córę szczepu Tzekhel, z którą jego córka się zaprzyjaźniła. Widząc jak coraz więcej jego współplemieńców zostaje zabierana w głąb ziemi i nie wraca czuł silny obowiązek jaki spoczywał na roli wodza i postanowił pomóc współbraciom. Obmyślał plany i bacznie obserwował strażników, ich warty i zachowania. Jego córka również przystosowała się do nowych warunków. Ten widok bolał dumnego wodza najmocniej. Condanani wiele razy stawał w obronie swojego ludu i wiele razy spotykały go przez to przykre konsekwencje, a w przeciwieństwie do niego dziewczyna poddała się woli strażników by się nie narażać.  Pewnego dnia gdy ork nie chciał ulec rozkazom wywiązała się szarpanina, do której dołączyło wielu strażników i więźniów. Zwycięstwo w potyczce oczywiście przypadło żołnierzom, a niewolników spotkał przykry los. W dużej komnacie stały pale wbite w ziemię. Do nich właśnie przywiązano buntowników i wychłostano. Tak przykuci stali przez kilka dni bez jedzenia by potem wrócić do katorżniczej pracy. Gdy Condanani wrócił do celi dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że konsekwencje jego czynu były znacznie większe niż się spodziewał. Ten incydent bowiem poskutkował zabraniem części buntowników do, jak się okazało, przeprowadzenia eksperymentów genetycznych. W tym jego własnej córki. 

NOWA NADZIEJA
   Po kilku latach do kopalni trafiła dziewczyna o białych włosach. Jak się okazało był to kluczowy moment nie tylko dla Condananiego. Przypominająca jego własną córkę Qigiq i Noriani w końcu dały radę dotrzeć do niego. Razem ułożyli plan ucieczki i wdrożyli go w życie. Gdy większości więźniów udało się zbiec coś poszło nie tak. Condanani duszony żalem po stracie córki postanowił zatrzymać żołnierzy by reszta mogła uciec. Strażnicy pojmali starego orka, zakuli w kajdany i wypuścili z wyszczerbionym toporem na plac wewnątrz kopalni. Wokół widział dziesiątki żołnierzy Imperium skandujących coś w swoim języku. Zaraz po tym na arenę wypuszczono nieznane wcześniej stworzenia. Przypominały orków lecz ich ciała pokryte były sierścią, a w oczach żarzyła się paląca furia i strach. Condanani zmęczony wieloletnią żałobą, pracą i wielokrotnymi torturami padł ofiarą zdziczałych zwierzoludzi.

Osobowość

   W dawnym życiu w wiosce na Jałowych Ziemiach Condanani był opiekuńczym i silnym łowcą. Dbał o swoich podopiecznych niczym alfa w stadzie wilków. Jednocześnie był surowym nauczycielem i rzucał młodych łowców na głęboką wodę. Gdy przyszło do starcia rozważnie obserwował przeciwnika by znaleźć najwrażliwsze punkty po czym sypał gradem, z pozoru przypadkowych ciosów by w końcu wymierzyć zabójczy cios w zdezorientowanego przeciwnika. Tak samo postępował ze zwierzyną. Tropił, poznawał osobowość ofiary by zakończyć polowanie jednym, celnym ciosem. 
   W niewoli jego zapał opadł gdy stracił córkę. Pogrążył się w swoim żalu i nie reagował ani na fizyczne tortury, ani na próby porozumienia się. W końcu strażnicy wrzucili go do celi by tam zgnił. Jego stan zmienił się gdy spotkał młodą orczycę imieniem Qigiq, która przypominając mu własną córkę, rozpaliła nową nadzieję i zmusiła do ostatniej walki o wolność.

Informacje dodatkowe

Galeria

Zobacz również

Mitzani
Qigiq – przybrana córka w kopalni
Noriani – przyjaciółka, współwięźniarka w kopalni
Wahbu – dawny przyjaciel podróży

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze